|
Trzecia Droga on Facebook
|
Blog > Komentarze do wpisu
Całujcie misia, albo jak zostać dojną krową
No zwyczajnie nie mogłem się nie wypowiedzieć na ten temat. Microsoft postanowił przypomnieć polskim graczom, że są złodziejami i pijakami, a polscy gracze przypomnieli Microsoftowi, że bujać to my, panowie szlachta. Słów kilka na temat tej uroczej dyskusji.
Cała sprawa mnie jakoś przesadnie nie dotyczy, bo Xboksa nie mam i mieć nie będę. Ale sama idea akcji MS wkurzyła mnie na tyle mocno, że przejść obojętnie nie jestem w stanie. Co mnie tak ruszyło? Zacznijmy od cytatu jednego z uczestników dyskusji na forum GC:
W sumie na tym powinienem skończyć, bo gość naprawdę trafia w sedno. Ale jeszcze trochę popiszę. Microsoft, jak powszechnie wiadomo, jest gigantem, który walczy o życie. Niby wciąż jest ważny, ale jakoś nikt się nim już przesadnie nie przejmuje. Kiedy słyszymy "informatyczny gigant" myślimy "Google". Kiedy słyszymy "największy wydawca gier" myślimy "Activision - Blizzard" i tak dalej. Mimo to, MS jest korporacją i zachowuje się tak, jak na korporację przystało. Podstawowym założeniem myślenia korporacyjnego jest to, że jeśli rzeczywistość nie pasuje do NASZEJ wizji, to tym gorzej dla rzeczywistości. Członek zarządu ma wdrukowane na stałe w mózg, że odpowiednio dużo miliardów dolarów obrotów pozwala na zarządzanie każdym elementem składowym świata. Dlatego, kiedy korporacja popełnia błąd (nieważne, czy chodzi o gigantyczną zbrodnię, czy proste zaniedbanie) jest w stanie zaangażować absurdalnie ogromne środki tylko w celu odwrócenia uwagi od swojego błędu. Bardzo mile widziane jest nabycie sobie prawa do bezkarnego trwania w tymże błędzie. I wiecie, co jest w tym wszystkim najgorsze? To działa. Na razie. Na razie jest tak, że opinia publiczna ma gdzieś zdanie konsumenta i słucha jedynie producenta. Na razie jest tak, że spin doktorzy mają nad "ludem" władzę porównywalną niemal do wpływu dyktatorów na masy. Ale to się powoli zmienia. Trochę zbyt wolno, moim zdaniem. W przypadku hecy z usługą Live! jest tak, że konsumenci się jednak zeźlili i postanowili odpyskować gigantowi. Co z tego, że podali całą masę niesamowicie rzeczowych i trafiających w sedno argumentów? Nadal są tylko klientami. Pamiętacie ten skecz Laskowika? Wygląda na to, że wracamy do starego modelu. Oto, co odpowiedział MS (oficjalny komunikat z forum Polygamii):
Brzmi pięknie, prawda? Niestety, tylko na pierwszy rzut oka. Mnie zainteresował zwłaszcza ten fragment:
Czyli: nie interesuje nas wasze zdanie, bo my zajmujemy się teraz zwalczaniem piractwa. Cała reszta brzmi jak standardowy piarowski bełkot. Gwoli ścisłości - piractwo nie ogranicza rozwoju rynku gier. Jest niezgodne z prawem i godne potępienia, ale niczego nie ogranicza. Poważna większość piratów to dzieciaki, które w przypadku odebrania możliwości piracenia po prostu przestaną grać. A to dlatego, że ich dochód jest praktycznie żaden, a z pustego i Salomon nie naleje. Dużo większym "problemem" dla rynku gier konsolowych jest rynek wtórny, który dla odmiany z całego serca popieram i sam niejednokrotnie korzystam. Przede wszystkim rynek wtórny nie ma nic wspólnego z kradzieżą własności intelektualnej. A zatem jest legalny, etycznie poprawny i w dodatku tańszy. Same zalety. MS tymczasem stwierdza, że brak Live! to nasza - graczy - wina, bo za mało kupujemy gier. I tu wracamy do teorii zakrzywiania rzeczywistości na rzecz interesów firmy. Otóż MS postanowiło wypiąć się na stare jak sam kapitalizm prawo popytu i podaży. Gry konsolowe w Polsce są absurdalnie drogie (bardziej opłaca się kupić nówkę w Anglii i zapłacić za przesyłkę, niż nabyć takąż nówkę w Polsce), więc popyt jest mały. Co robi klasyczny kapitalista? Obniża cenę, żeby przyciągnąć klientów. Organizuje programy lojalnościowe, żeby ich utrzymać. Krótko mówiąc - staje na uszach, żeby tylko klientowi dogodzić. Co robi MS? Postanawia zastosować metodę kija i marchewki. "Nie kupujecie oryginalnych gier po zawyżonych cenach, więc my potraktujemy was z pogardą i utrudnimy dostęp do sieci." Na koniec krótki apel do graczy. Nie pozwólcie sobą pomiatać. Postarajcie się zebrać do kupy (chociażby pod egidą kontrakcji) i pokazać gigantowi z Redmond, kto tu jest szefem i kto ma zawsze rację. Ja wiem, że to niełatwe, bo przeciw nam stoi ogromny, nieruchawy golem, którego niełatwo jest kopnąć w d... ale warto spróbować. A przywołując wypowiedź z pierwszego cytatu, może warto poszukać pomocy w Brukseli? Może niegłupim pomysłem byłoby wysyłanie petycji do odpowiednich urzędów w Unii? UE raz już z małymmiękkim wygrała, więc może teraz też coś zdziała?
PS. Z racji przeprowadzki jest całkiem prawdopodobne, że przez najbliższy miesiąc nic nie napiszę. Ale na wszelki wypadek sprawdzajcie. Dwa razy dziennie;) wtorek, 19 stycznia 2010, wypisany
TrackBack
Komentarze
Gość: ubermlin, xdsl-14203.zgora.dialog.net.pl
2010/01/20 01:05:27
Mnie się podoba zmiana retoryki MS (chociaż nie wiem czy to MS, czy sam Koso), w nowym testimonialu. Widać, że do kogoś to, co piszemy trafia.
2010/01/20 01:23:53
A muszę te testimoniale przejrzeć. Tylko, kurde, nie bardzo mam kiedy, bo albo praca, albo komp okupowany, albo za późno i nie chcę ludzi budzić. Ale było by fajnie, gdyby wreszcie ktoś "znaczący" zauważył tę oczywistą oczywistość. Nieczęsto zdarza się, żeby niewiele znaczący blogerzy potrafili zachęcić ogół do realnych działań. Zwłaszcza, że gracze cierpią na chroniczną nieumiejętność wspólnego i konsekwentnego działania.
Gość: ubermlin, xdsl-14203.zgora.dialog.net.pl
2010/01/20 01:31:31
Ale to jest w ogóle normalne u nas, Polaków. Takie jednoczenie przez podział. Niby wszyscy czegoś chcą, ale wszyscy chcą inaczej, później się robią obozy, oboziki i obozowe dzieci. A później nic z tego nie ma. A kolejny medialno-PRowy Kononowicz już za rogiem.
2010/01/20 01:45:09
No tak, to jest problem, ale ja nie o tym. Chodzi o to, że jak już się jakaś grająca społeczność zjednoczy i ustali plan działania, to jak przyjdzie co do czego, to ludność się wypina. Mało to bojkotów było? I jak po tych bojkotach wyglądamy? Żałośnie.
Gość: el dupa, aus178.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/01/20 09:13:45
Wypina się ludnośc, bo nie mają czasu na walkę z wiatrakami.
Wielu woli prostestować piracąć. Wówczas gra jest a ms nie dostaje ani złotówki, ale to tylko napędza od nowa maszynę. Ktoś musi zrobić pierwszy krok. Piraci nie mogą , bo ich nie stać na premierówki (chyba że zrezygnują z jedzenia), wiec jedyny kto może działać to wydawca. Koszt płyty i pudełka z transportem to 5 zł, więc nawet jakby premierówki po 50 zł sprzedawali, mieliby spory zysk. Ale po co się starać? Dlatego mam te korporacje w odbycie hopoptama. Mogą wszystko zmienić , ale nie chcą. Rządaja, by to inni sie do nich dostosowali. A co ja wam powiem? Niech ms spier*ala z Polski. Niech zabierze swoje gierki i orprogramowanie, zamknie oddział lokalny i idzie się bryndzować z innymi, zamożniejszymi. My Polacy nic na tym nie stracimy, itak ms nie chce tu inwestować, chce tylko zbierać kasę z 300% zawyżonych cen gier i programów. Niech spier*ala ! My sobie poradzimy , nauczymy się linuxa, a kto bedzie chciał grać na shicie ms będzie sobie piracił. 2010/01/20 16:42:18
@el dupa
Brawo, właśnie takich komentarzy nam trzeba - wojowniczo nastawionych, chwalących piractwo, postulujących ostateczne rozwiązanie kwestii MS. Po co się organizować w celu przypomnienia MS kto tu jest dla kogo? Lepiej pobluzgać, opluć się przy okazji i ściągnąć z torrentów kolejną grę. Oby tak dalej. |